środa, 10 wrzesień 2014 17:20

Rodos na wyspie Rodos

Napisane przez Adam Gąsior
Wejście do portu Rodod Wejście do portu Rodod AG
Wyspa Rodos miało kilka imion, każde zresztą oddające jej piękno. Samo Rodos – to piękno kwiatu róży; nazwa Asteria nawiązuje do rozgwieżdżonego nieba; Atavyria – tak nazywał się najwyższy szczyt górski; Telechina – tak z kolei nazywał się lud, który jako pierwszy tutaj się osiedlił. Jeszcze inna nazwa – Ophioussa – wzięła się z wielkiej liczby węży zamieszkujących przed wiekami wyspę. Mieszkańcy poradzili się wyroczni delfijskiej a ta kazała im sprowadzić jelenia i łanię. Zwierzęta rozmnożyły się, zadeptały węże a z czasem stały się symbolem wyspy.
Wyspa Rodos miało kilka imion, każde zresztą oddające jej piękno. Samo Rodos – to piękno kwiatu róży; nazwa Asteria nawiązuje do rozgwieżdżonego nieba; Atavyria – tak nazywał się najwyższy szczyt górski; Telechina – tak z kolei nazywał się lud, który jako pierwszy tutaj się osiedlił. Jeszcze inna nazwa – Ophioussa – wzięła się z wielkiej liczby węży zamieszkujących przed wiekami wyspę. Mieszkańcy poradzili się wyroczni delfijskiej a ta kazała im sprowadzić jelenia i łanię. Zwierzęta rozmnożyły się, zadeptały węże a z czasem stały się symbolem wyspy. Jeleń i łania wyrzeźbione z brązu, ustawione na kolumnach strzegą wejścia do portu Mandraki w stolicy wyspy Rodos, mieście o tej samej nazwie. Przed wiekami tutaj właśnie stał jeden z cudów świata – Kolos Rodyjski. Wykonana z brązu postać boga Heliosa miała ponad trzydzieści metrów wysokości. Niestety, silne trzęsienie ziemi zniszczyło Kolosa, jego brązowe szczątki wywiozły statki kupieckie. Do portu przylega najcenniejsza, z punktu widzenia zwiedzania, część miasta – starówka. Przekraczając bramę, przekraczamy bramę czasu. Gdyby zamiast kolorowo a skąpo ubranych turystów, po uliczkach przechadzali się zakonnicy, rycerze i mieszczanie – byłoby jak przed wiekami. Dzięki Bogu, po miejscowemu Staremu Mieście można poruszać się tylko pieszo, samochody nie są wpuszczane przez bramy. Najważniejszą a więc i najbardziej zatłoczoną z ulic jest Odos Soktatous. Wygląda jak wąski, długi bazar. Podobnie jak pobliskie uliczki oblepiona jest z obu stronnie niezliczonymi sklepikami, straganami, małymi kawiarenkami. To tutaj najłatwiej możemy pozbyć się pieniędzy, kupując mniej lub bardziej przydatne pamiątki. A na półkach jest dosłownie wszystko: gąbki, bluzki haftowane, dywany, miecze, figurki udające antyczne rzeźby. Są też oczywiście figurki rycerzy w strojach Joannitów. Wszak to Joannici – obok Kolosa – najbardziej rozsławili wyspę. Najpierw ją władali, doprowadzając do rozkwitu, zbudowali najpiękniejszą budowlę, wreszcie bronili przed najeźdźcami. Wspomniana najpiękniejsza budowla to Pałac Wielkich Mistrzów. Jeśli chcemy – a to przecież obowiązkowa wizyta podczas pobytu na Rodos – ją zwiedzić, najlepiej wejść przez Bramę d’Amboise’a (tak nazywał się jedne z Wielkich Mistrzów Zakonu). Dochodzimy do niej przez kamienny most przerzucony nad suchą dzisiaj fosa pełną zieleni. Zamkowe mury miały grubość dwunastu metrów, sama budowla zaś uległa zniszczeniu dopiero w roku 1856 roku, gdy wybuchły prochy w pobliskim magazynie. Odbudowali władający przez pewien czas wsypą Włosi – zamek miał stać się siedzibą króla Victora Emanuela II i Mussoliniego. Dzisiaj wewnątrz możemy oglądać dwie stałe wystawy pokazujące życie mieszkańców starożytnego i średniowiecznego Rodos. Największym zainteresowaniem gości cieszą się dwie sale z mozaikami: sala kolumnowa i sala Meduzy (w jej centrum znajduje się mozaikowa twarz Meduzy). Gdy wyjdziemy już z zamku, koniecznie musimy przespacerować się najpiękniejszą uliczką miasta. Zachował się praktycznie bez zmian od średniowiecza. Ulica Rycerska wzięła nazwę od zajadów rycerskich, które postawiono po obu stronach. Nad portalami zajazdów do dzisiaj widnieją herby poszczególnych nacji (tzw. języków) należących do zakonu. Najbogatszy z nich należał do Francuzów, stoi mniej więcej w połowie długości ulicy. Z kolei najlepiej zachowane herby wiszą nad zajazdem włoskim (herb Wielkiego Mistrza Fabrycjusza del Carretto), francuskim (lilie królewskie i herb kolejnego Wielkiego Mistrza Pierre’a d’Aubusson) i prowansalskim (herb Rycerzy św. Jana, królów francuskich, Wielkiego Mistrza del Carretto i rycerza de Flota). Boczne uliczki pozwalają odpocząć od gwaru, ocienione zaułki dają ukojenie od słońca, cieszą chłodem. Kilka koków od głównych ciągów spacerowych, możemy znaleźć ciszą przerywaną miauczeniem leniwie przeciągającego się kota. Nad głowami sznury z suszącym się praniem. Kilka minut spaceru uliczkami starego miasta o docieramy na jego skraj. Znajduje się tutaj najwyższy punkt obserwacyjny w mieście – wieża zegarowa. Stoi tuż obok minaretu i starych domów tureckich. Po kupieniu biletu możemy wejść na górę. W cenie jest zimny napój na tarasie mniej więcej w połowie wysokości schodów. Z góry wieży widać całą starówkę, port, mury niedawno zwiedzanej twierdzy, dachy domów i górujące nad nimi wieże minaretów (jedna z pozostałości panowania tureckiego). Rodos, mimo, że nie jest duża wyspą (w najszerszym miejscu mam ok 80 kilometrów), od wieków wzbudzała zainteresowanie ze względu na położenie – do brzegów Turcji jest stąd jedynie siedem kilometrów. Nic dziwnego więc, że władcy tureccy łakomym okiem patrzyli na Rodos. Wreszcie w 1480 podjęli pierwszą poważna próbę zdobycia wyspy. Dziewięćdziesiąt dni oblężenia nie wystarczyło armii Mehmeda II Zwycięzcy, by pokonać obrońców. Dopiero w roku 1522 dwustutysięczna armia pod wodzą Sulejmana Wspaniałego po sześciu miesiącach zdobyła Rodos. Zginął co drugi żołnierz turecki i 470 z 650 rycerzy zakonu. Poza wspomnianą stolicy wyspy, powinniśmy odwiedzić jeszcze Lindos – miasteczko pod studwudziestometrową skałą, na której szczycie znajdują się ruiny świątyni Ateny z IV wieku p.n.e.; zatokę św. Pawła – małą, ale niezwykle urokliwa plaża; zamki Joannitów – Kritinia i Monolithos oraz ruiny starożytnego miasta Kamiros (wspominaliśmy o tych miejscach bardziej szczegółowo w nr 2 Waszych Podróży). A najmilszą pamiątką dla wielu są wina z wioski Embonas. Wizyta w jednym z miejscowych sklepików to niemałe przeżycie. Trudno właścicielom odmówić degustacji kolejnych rodzajów wina a po kieliszkach, już wiemy, że nie skończy się na zakupie jednej butelki. Po powrocie do kraju, łyk trunku przy oglądaniu zdjęć wakacyjnych zmusza do tęsknoty za Rodos i planowania rychłego powrotu.