środa, 10 wrzesień 2014 15:46

Hipokrates na rowerze

Napisane przez Krzysztof Grzybowski, Małgorzata Grygiel
Zachód słońca na wyspie Kos Zachód słońca na wyspie Kos KG
Wszechobecna zieleń, tymiankowy miód, Hipokrates i idealne warunki do surfowania. Wyspa Kos ma kilka mocnych atutów i niesłusznie pozostaje w cieniu niedalekiej i o wiele bardziej znanej Rodos. Tym bardziej, że oferuje nam coś, czego w tej skali nie znajdziemy na żadnej innej greckiej wyspie – możliwość zwiedzenia jej na rowerze.
Joannici i medycyna Sercem leżącej w archipelagu Dodekanezu wyspy jest usytuowane na jej północno - wschodnim krańcu miasto Kos. To tu skupia się życie kulturalne, rozrywkowe i to tu zawsze spotkamy tłumy turystów. Najbardziej gwarnie i tłoczno jest oczywiście w okolicach portu, nad którym dominują kamienne mury twierdzy wybudowanej jeszcze przez krzyżowców. Zamek Joannitów to najokazalsza budowla miasta. Jego potęgę naprawdę docenimy dopiero będąc w środku, gdy naszym oczom ukaże się cała przestrzeń twierdzy. Dziś stanowi ona coś na kształt muzeum na świeżym powietrzu wypełnionego antycznymi rzeźbami i kamiennymi portalami z różnych okresów historii wyspy. Odchodzące od portu ciasne uliczki pełne są sklepów z pamiątkami, butików oraz knajpek, z których rozchodzą się smakowite zapachy greckiej kuchni. Błądząc wśród nich przyjrzymy się burzliwym losom Kos. W centrum miasta w okolicach placu Elefherias bez trudu dojrzymy kilka budowli z czasów tureckiego panowania z charakterystycznymi strzelistymi wieżami meczetów. Tuż obok skryte w cieniu drzew czekają na nas odsłonięte przez archeologów fragmenty antycznego miasta. Takich miejsc jest w Kos kilka i na pewno warto je zobaczyć. Świątynia Afrodyty, Świątynia Herkulesa, Świątynia Dionizosa, Casa Romana, Odeon – to najważniejsze pozostałości miasta, które najpierw w czasach greckich, a później rzymskich i bizantyjskich było całkiem prężną metropolią. Dziś spokoju dawnych mieszkańców strzegą stada wygrzewających się na kamiennych blokach kotów. Spacerując po centrum Kos wcześniej, czy później, nawet bez korzystania z przewodnika na pewno wyjdziemy na nieduży skwer położony przy zabytkowym meczecie Hassana Paszy, jednej z dwóch pozostałych w Kos muzułmańskich świątyń. Jego ozdobą jest potężny i rozłożysty platan, liczący sobie rzekomo już 2400 lat. To w jego cieniu miał przesiadywać i nauczać pochodzący z Kos Hipokrates, nazywany „ojcem współczesnej medycyny”. Dziś jego podobizny i pergaminy z przysięgą Hipokratesa, przetłumaczone na wszystkie słyszane na Kos języki, to oferta każdego sklepu z pamiątkami. Niestety samo drzewo jest o wiele młodsze. Liczy sobie „zaledwie” około 600 - 700 lat, co i tak czyni je jednym z najstarszych w Europie. Śladem Oranje Nawet najbardziej obyty z greckimi wyspami turysta na Kos na pewno będzie zaskoczony jednym widokiem. Rowerami. Są ich setki i to nie przesada. Całe centrum Kos pełne jest rowerzystów. Idąc ciągnącą się wzdłuż morskiego brzegu główną arterią miasta co kilkadziesiąt metrów natkniemy się na wypożyczalnie jednośladów i równie liczne zatłoczone rowerowe parkingi. Co ciekawe spora część turystów, którzy z nich korzystają to Holendrzy. Wyspę i miasto najwyraźniej upodobali sobie mieszkańcy Niderlandów. Karty dań po holendersku, udekorowane na pomarańczowo kluby i restauracje to w Kos widok powszechny. Jeśli trafimy na dzień gdy mecz rozgrywa holenderska reprezentacja, przed telewizorami wystawionymi w restauracjach kłębi się pomarańczowy tłum. Jest niczym w Amsterdamie. Czy to holenderscy turyści zaszczepili modę na rowery, czy też mnogość jednośladów i idealne warunki do rowerowych przejażdżek skutecznie ich przyciągnęły? To pytanie zadaje sobie zapewne wielu turystów, którzy trafią na Kos. Bez względu na to jak brzmi prawidłowa odpowiedź jedno jest absolutnie pewne – wyspa oglądana z wysokości rowerowego siodełka to pomysł idealny. Tour de Kos Kos teoretycznie nie powinna stanowić problemu dla średnio doświadczonego rowerzysty. Odległość od miasta Kos do znajdującego się po przeciwległej stronie Kefalos to niecałe 50 kilometrów. Przecięcie Kos z północy na południe to - w zależności od miejsca - zaledwie kilka, kilkanaście kilometrów. Wyzwaniem może być jedynie południowo – środkowa część wyspy, o wiele bardziej górzysta z dominującym szczytem Dikeos o wysokości 840 metrów. Dlatego na dobry początek lepiej zaplanować prostszą trasę. Jeśli naszą bazą jest Kos to ciekawą rozgrzewką będzie kilkukilometrowa wyprawa na zachód. Zacieniona drzewami trasa, niezbyt strome, choć odczuwalne dla naszych mięśni podjazdy i cel, który wynagrodzi nam wszelkie trudy – Asklepiejon, jeden z najważniejszych pomników starożytnej Grecji. Istniejące być może już w czasach Hipokratesa sanktuarium poświęcone bogowi sztuki lekarskiej Asklepiosowi, stało się najsłynniejszą w świecie antycznym szkołą medyczną, rozbudowaną przez uczniów i następców Hipokratesa. Zniszczony przez trzęsienie ziemi kompleks został odbudowany na osobisty rozkaz cesarza Klaudiusza, który leczył tam swoje wątłe zdrowie. Po kolejnym trzęsieniu Asklepiejon już się nie podniósł. Spod ziemi wydobyli go włoscy archeolodzy w latach 20-tych XX wieku, gdy przez krótki czas Kos pozostawało we władaniu Włochów. Dziś Asklepiejon to jedna z największych atrakcji Kos. Oczywiście po wielkim ośrodku pełnym świątyń, term i szpitali pozostały jedynie malownicze ruiny, a także potężne kamienne schody ze szczytu których rozpościera się przepiękny widok ma wyspę i niedalekie wybrzeże Azji Mniejszej. Wracając do Kos warto na chwilę zatrzymać się w niepozornie wyglądającej mieścinie Platani. Nieduży rynek to skupisko kilku sympatycznych knajpek z wybornym jedzeniem. Dla niektórych zaskoczeniem może być fakt, że wśród wiszących na ścianach ozdób znajdziemy np. szalik klubu Galatasaray ze Stambułu i inne tureckie elementy. Platani to prostu cos w rodzaju małej tureckiej enklawy na wyspie i żywa pamiątka po społeczności, która kiedyś licznie ją zamieszkiwała. Kawa smakuje tu naprawdę wyjątkowo. Termy i „bałtycki” piasek Jeśli wycieczka śladem Hipokratesa narobi nam smaku na kolejne rowerowe wyprawy do wyboru mamy jeszcze dwie proste trasy wzdłuż wybrzeża - na południowy wschód lub północny zachód. Obie zupełnie od siebie różne. Pierwsza to wygodna, płaska droga wiodąca do przepięknych plaż. Druga to malownicza, wijąca się wzdłuż stromego zbocza trasa do Empros Thermi. Jeśli zdecydujemy się na tę drugą to po minięciu kilku urokliwych dzikich kąpielisk, zauważymy jak zmienia się otaczający nas krajobraz. Droga zacznie się wić i chwilami mocniej piąć pod górę. Nie należy się jednak zrażać, to nadal będzie wyzwanie do pokonania przez amatora. Po prawej stronie towarzyszyć nam będzie widok kolejnych wzniesień i skał. Po lewej leżącej kilkadziesiąt metrów niżej tafli morza o niesamowicie niebieskim odcieniu. Samo Empros Thermi to schowana pod stromym skalnym zboczem wąska plaża, której atrakcją są bijące ze skalnej groty siarkowe gorące źródła, które w sztucznie uformowanym ze skał basenie mieszają się ze słoną, morską wodą. Taka kąpiel szczególnie polecana jest przy problemach reumatycznych i ginekologicznych. Trasa na północny zachód to z kolei możliwość zapuszczenia się w rejony gdzie toczy się normalne, nieturystyczne życie. Po drodze warto zatrzymać się przy jednym z licznych sklepików, w których kupimy świeże warzywa i owoce z okolicznych gospodarstw. Będzie smaczniej, zdrowiej i w dodatku taniej niż w zwyczajnym sklepie. Na półkach znajdziemy też domowe wina, naprawdę świeżo tłoczoną oliwę i przysmak Kos – tymiankowy miód. Po kilku kilometrach droga ponownie wyprowadzi nas nad morze. Przed nami przepiękne, szerokie i piaszczyste plaże Tigaki, Marmari i Mastichari z ruinami wczesnochrześcijańskiej bazyliki Agios Ioannis. Najzagorzalsi zwolennicy bałtyckiego piasku nie będą mieli powodu do narzekania. Tym bardziej, że w ich pobliżu znajdziemy kolejną atrakcję Kos, czyli słone jezioro Alikes. Kiedyś wykorzystywane do odparowywania soli z wody morskiej, dziś stanowi siedlisko ptasich stad. Najpiękniej wygląda wiosną, gdy w jego płytkich wodach żerują stada flamingów. Wraz z początkiem lata ptaki odlatują, a tafla jeziora cofa się pod wpływem słonecznych promieni pozostawiając po sobie suchą i spękaną ziemię. Na tej trasie wypatrzymy jeszcze jedną ciekawostkę – bunkry. Rozrzucone równomiernie co kilkadziesiąt metrów są swoistą ozdobą mijanych przez nas plaż. Niektóre z nich, opasane piaskowymi wydmami i ukryte za kępami wysokich traw, z wysokości rowerowego siodełka zdoła dostrzec tylko wytrawne oko. Inne niezgrabnie przechylone i obmywane morskimi falami są widocznym świadectwem niedalekiej przeszłości. Gdy w 1974 roku Turcja dokonała zbrojnej interwencji na Cyprze stosunki pomiędzy Turcją a Grecja osiągnęły temperaturę wrzenia. Tylko dzięki ekwilibrystycznym wręcz zabiegom sojuszników z NATO nie doszło do otwartej wojny. W końcu konflikt przekształcił się w wieloletnie, niekończące się pasmo dyplomatycznych sporów i gierek. Bunkry mające ochraniać Kos przed atakiem z widocznego gołym okiem wybrzeża Turcji pozostały. Wokół Dikeos Z Mastichari możemy skręcić południe, ku sercu wyspy. Jeśli kolejne kilometry pokonane na rowerze będą dla nas już zbyt męczące pozostaje nam kilka innych możliwości. Popularny sposób przemieszczania się po Kos to oczywiście wypożyczony samochód lub skuter. Modne są także quady i samochodziki typu Buggy, przypominające konstrukcje z filmu Mad Max. Dobra alternatywa to także tanie i dość wygodne połączenia autobusowe. Tak bez trudu dostaniemy się choćby do niewielkiej Kardameny, położonej na południowym wybrzeżu. Ta dawna wioska rybacka to dziś jeden z najważniejszych i najpopularniejszych ośrodków turystycznych wyspy. Złocista Kardamena Beach przez wielu uznawana jest za najładniejszą plażę na Kos. Po drodze do Kardameny na pewno warto zboczyć lekko z drogi i zahaczyć o Antimachiję. Nad małą wioską górują potężne mury wzniesionej w XIV wieku przez Joannitów twierdzy, która krzyżowcom służyła między innymi jako więzienie. Trzęsienie ziemi, które sto lat później nawiedziło Kos zrujnowało fortecę. Poza zewnętrznymi murami, przed którymi parkują samochody, nie ocalało prawie nic. Na ponad hektarze powierzchni widać jedynie morze kamieni, niewyraźne zarysy ulic i drobne fragmenty murów. Wyjątkiem są dwie małe kapliczki. Pomiędzy nagrzanymi kamieniami zwinnie przebiegają jaszczurki. Podobno miejsce to upodobały sobie także węże. Z urwiska zamykającego od południa teren fortecy rozpościera się przepiękna panorama wybrzeża i leżącej w dole Kardameny. Nie mniejsze wrażenie zrobi na nas opuszczone bizantyjskie miasto Palailo Pyli. W średniowieczu będące stolicą Kos. Rozpadające się domy, porzucone kościoły rozrzucone na stokach skalistej góry i dzika przyroda. Prawdziwe umarłe miasto po którym możemy do woli błądzić. Po krótkiej wspinaczce czeka nas jeszcze spotkanie z wyrastającymi ze skał murami strzegącego niegdyś Palailo Pyli zamku. Kilka kolejnych kilometrów górskich dróg i docieramy do Asfendiu, grupy pięciu malowniczych miasteczek przycupniętych na zalesionych i stromych zboczach Dikeos. Najchętniej z nich odwiedzana jest Zia, gdzie w jednej z licznych tawern przy kieliszku lokalnego wina możemy podziwiać wyjątkowo piękny zachód słońca, które majestatycznie skrywa się za niedalekimi wyspami Pserimos i Kalymnos. Wulkan, Turcja i Apokalipsa Niedalekie Pserimos i Kalymnos możemy podziwiać nie tylko z górskich zboczy. Z większości nadbrzeżnych miasteczek w Kos są organizowane wycieczki na otaczające je wyspy. Oczywiście największy wybór takich rejsów znajdziemy w porcie w Kos. Całe nabrzeże obstawione jest łodziami i jachtami, które oferują nam rejsy na niedaleką Nisyros, sławną dzięki kraterowi wygasłego wulkanu, znaną z połowu gąbek Kalimnos, czy na maleńską wysepkę Pserimos. Wielkim zainteresowaniem cieszą się wycieczki do niedalekiej Turcji. W zależności od statku, który wybierzemy rejs do tureckiego Bodrum trwać będzie od 20 minut do godziny. Dzięki temu nie dość, ze odwiedzimy inny kraj to także postawimy stopę na kontynencie Azji. W samym Bodrum też nudzić się nie będziemy. To spore turystyczne miasto ze starymi handlowymi uliczkami i uroczymi knajpkami leżącymi tuż nad brzegiem spokojnej zatoki. Bez zbędnych ceregieli zapłacimy w nich Euro po umownym, ale przyzwoitym kursie. Miasto powita nas majestatycznie wyglądającą twierdzą Joannitów, która do dziś zachowała się w idealnym stanie. Warto także zobaczyć jeden z siedmiu starożytnych cudów świata – Mauzoleum – czyli grobowiec perskiego satrapy Mauzolosa, a właściwie to co z niego pozostało. Dwa razy w tygodniu w Bodrum odbywa się także targ, atrakcja dla wszystkich tęskniących za widokami z jarmarku na dawnym Stadionie Dziesięciolecia. Miłośnicy dłuższych morskich rejsów mogą się zdecydować na wyprawę do stolicy Dodekanezu, miasta Rodos ze słynnym zamkiem i potężnymi fortyfikacjami chroniącymi przed wiekami serce państwa Joannitów. Dotarcie w jedną stronę zajmie nam prawie 3 godziny, ale przy ładnej pogodzie to sama przyjemność. Zresztą podobny czas będzie nam potrzebny aby dotrzeć na wyspę Patmos. Patmos to kierunek mniej popularny, ale na pewno wart polecenia. Sama wyspa wydaje się o wiele mniej oblegana przez turystów, a przez to spokojniejsza i bardziej kameralna. Czas jakby się tu zatrzymał. Jednak nie to jest powodem, dla którego warto wybrać ten kierunek. Patmos słynie z dwóch rzeczy. Pierwszą jest wpisane na listę UNESCO zabytkowe centrum miasta Chora z klasztorem Świętego Jana Teologa. W jego wnętrzu od wieków skrywana jest jedna z największych bibliotek dawnych chrześcijańskich ksiąg. To właśnie z tego powodu Bizantyjczycy uczynili z klasztoru prawdziwą kamienną twierdzę, która miała odstraszać grasujących tu piratów. Druga to Apokalipsa Świętego Jana, która wspomina, iż jej autor został zesłany na wyspę, gdzie miał objawienie. Dziś Grota Apokalipsy to cel turystycznych wycieczek oraz licznych pielgrzymek. Z wiatrem Meltemi Przed nami jeszcze zachodni kraniec Kos. Zatoka Kamari to od wielu lat mekka miłośników sportów wodnych. Swoje idealne do uprawiania windsurfingu czy parasailingu warunki zawdzięcza wiejącemu tu o wiele mocniej wiatrowi Meltemi. Nie brakuje tu szkół, które pomogą nam postawić pierwsze kroki w wodnych sportach. Kręte i górzyste drogi to z kolei atrakcja dla wszystkich miłośników off-roadu. W niektórych miejscach skoki adrenaliny mamy zagwarantowane. Ta część Kos to także kilka przepięknych plaż. Na ich czele stoją słynne Golden Beach i Paradaise Beach. Niewiele ustępuje im także położona u podnóża miasteczka Kefalos plaża Kamari, którą dotrzemy aż do chętnie fotografowanej przez turystów malutkiej wysepki Kastri z uroczym kościółkiem Agios Nikolaos. To jeden z najbardziej znanych i urodziwych widoków na Kos. Z plaży bez trudu dopłyniemy do niej wpław. Wyspa i kościół szczególnie atrakcyjnie wyglądają widziane spomiędzy rozrzuconych na kamienistym brzegu ruin bazyliki Agios Stefanos z V wieku. Kefalos to dobre miejsce do wypadów po półwyspie, który w porównaniu do reszty Kos wydaje się o wiele bardziej dziki i nieodkryty. Warto wybrać się tu na dłuższą wędrówkę, tym bardziej, że w jej trakcie możemy dotrzeć do takich miejsc jak zamieszkała już w epoce neolitu jaskinia Aspri Petra lub do antycznej Astypalii, osady w której urodził się Hipokrates i po której zachowały się jedynie ruiny greckiego teatru. Każde z tych miejsc będzie na swój sposób wyjątkowe, a jeśli nawet w końcu uznamy, że dość już zabytków i historii to zawsze pozostaje nam rozkoszowanie się słońcem i krystalicznie czystym, leniwie szumiącym morzem. To na Kos na pewno nam się nie znudzi. Więcej informacji: www.kosinfo.gr www.kos.info.pl www.kos-tours.gr Przykładowe ceny: Mała butelka wody w sklepie – 0,50 Euro Piwo w tawernie – 2-3 Euro Kawa po grecku – 1,5-2,5 Euro wypożyczenie roweru – 4-5 Euro/dzień, około 20 Euro/tydzień wypożyczenie samochodu – od 40 Euro/dzień wypożyczenie skutera – 15-20 Euro/dzień Bilet autobusowy Kos – Kardamena 3,20 Euro/os, Kos – Kefalos 4,40 Euro/os, Kos – Tigaki 2 Euro/os Rejs na Patmos – 55 Euro/os Rejs do Rodos – 45-50 Euro/os Rejs do Bodrum – 15-20 Euro/os Autokarowa wycieczka po Kos – 25 Euro/os Asklepiejon – 4 Euro/os Zamek w Kos – 3 Euro/os Grota Apokalipsy na Patmos – 2 Euro/os Klasztor Świętego Jana Teologa na Patmos – 4 Euro/os Zamek w Bodrum – 25 Lir/os (około 9 Euro) – nie można płacić Euro, przyjmowane są karty