czwartek, 12 lipiec 2018 18:02

Jak zmoknąć i być szczęśliwym w Słowenii

Napisane przez
Jak zmoknąć i być szczęśliwym w Słowenii Adam Kudraszew

Czy rafting to sport dla każdego? Odbijanie się pontonem od kamieni, spadanie z przełomów rzeki i mnóstwo lodowatej wody – gdy spojrzeć z boku, wygląda to nieco ekstremalnie. Ale tak naprawdę to fantastyczna zabawa nawet dla tych, którzy na co dzień stronią od wody.

Gdy nasz raftingowy przewodnik Franček Strmčnik wiezie nas i nasz ponton swoim busem, po drodze mamy okazję spojrzeć na rzekę. Mająca swe źródła w Logarskiej Dolinie górska Savinja budzi respekt. Widzimy liczne przełomy i wystające z wody konstelacje kamieni, niewyglądających na zbytnio miękkie. Wartki nurt i bystra, pierwszej czystości woda. Spoglądając na współtowarzyszy milcząco zadawajemy sobie nawzajem pytanie – „To serio tędy nas spławią? Ale jak, którędy?!”

Pozycja nogami do przodu

Przepłynięcie tej rzeki wydawało się niemożliwe dla zwykłego, niemającego doświadczenia człowieka. Co prawda poubierani byliśmy w piankowe stroje, gumowe buty, kurtki, kamizelki i kaski, ale nie zwiększało to naszej pewności siebie. Tym bardziej, że widok ten wzbudzał u nas raz po raz salwy śmiechu. Nieszczególnie korzystnie wpłynęło też na nasze morale krótkie szkolenie z raftingowego BHP.

rafting slowenia4

„Trzymać nogi w linkach na dnie, a jak wpadniecie do wody, to ręce do siebie i płynąć na plecach nogami do przodu. Podkurczyć nogi, nie wstawać, łapać linę” – zalecił nam Franči. Ponieważ ta instrukcja wydawała się nam nie do wykonania, postanowiliśmy jednak nie wypadać za burtę i nie zważać na to, co z tym postanowieniem zrobi rzeka. I liczne, – podkreślę to ponownie – liczne wystające z wody kamienie.

Gdy przyszła chwila wodowania wykonaliśmy rozgrzewkę i zostaliśmy przez Frančiego ochlapani lodowatą wodą. „Żeby zmniejszyć szok, gdy wpadniecie.” No jasne, brzmi racjonalnie, chlapiemy więc na siebie nawzajem. Chwilę potem, już usadowieni na brzegach pontonu, z wiosłami w dłoniach, czujemy się jak Indiana Jones czy inna Pocahontas. Ruszamy, Franči trzyma ster, czyli zwyczajne wiosło, którym stara się kierować ponton pomiędzy głazami. A sześcioosobowa załoga wiosłuje.

Hop, hop, hop!

Pierwszy przełom i nabranie prędkości przy jego pokonywaniu wzbudziły nasz zachwyt i gromkie okrzyki. Ahoj przygodo, płyniemy w dół górskiego strumienia, podskakując, wirując, nadziewając się na przeszkody. I wiosłujemy jak szaleni w rytm galerniczego „hop, hop, hop” wykrzykiwanego przez naszą przewodniczkę, Mojcę. „Hop hop” było potrzebne, by raftingowi nowicjusze złapali rytm, rozbrzmiewało więc w całej dolinie podczas naszego spływu.

rafting slowenia2

Po kilku kilometrach czujemy się już jak zdobywcy i entuzjastycznie reagujemy na kolejne przeszkody do pokonania. Zaczynamy też łapać, o co chodzi – wiosłujemy mocno przed przełomem, Franči kieruje nas pomiędzy kamieniami, a jeśli uda się między nimi przepłynąć, wtedy chowamy wiosła i nurt robi swoje. Potem chwila odpoczynku i od nowa. Gorzej, gdy nasze wiosłowanie nie chroni nas przed utknięciem na kamieniach. W takiej sytuacji nasz przewodnik wskakuje do wody i przeciąga ponton z nami w środku. Wolimy nie myśleć, jak wyglądałby nasz spływ, gdybyśmy byli sami sobie sterem i wszystkim innym.

Ze skały do wodnej lodówki

Stan wody w rzece Savinji w okresie letnim, po dłuższym czasie upałów, jest nieco niski, ale bywają miejsca zdatne do kąpieli. I przy jednej ze skał, pod którą błękitnieje głębina, robimy pierwszy postój. Franči wdrapuje się na szczyt skały, po czym półsaltem skacze do lodowatej wody. „Teraz wy” – zachęca. Miny trochę nam rzedną, ale on przeżył, to my też możemy. Skok jest z ok. 3 metrów, ale to nie wysokość, ani głębokość stanowią problem. Dla takiego zmarźlucha jak ja – jest nim niesięgająca nawet 10 stopni temperatura wody.

Skaczę ze skały z zamkniętymi oczami i nagle otacza mnie mokra lodówka. Nie można złapać tchu, wypływa się parskając i dysząc, ale frajda jest. A przed zimnem okazuje się chronić obśmiane przez nas wcześniej piankowe wdzianko. Mokrzy, dumni z siebie i szczęśliwi, ruszamy dalej.

rafting slowenia5

Kolejny postój przynosi możliwość rozgrzania się. To zbudowany nad brzegiem rzeki drewniany obóz, z kuchnią, polowymi toaletami, drewnianymi chatkami. Sporo osób spędza tu lato w namiotach, na łonie natury. Znajomy Frančiego częstuje nas borowinówką, pyszną, słodką, rozgrzewającą. Po tym postoju wiosłujemy z jakby większą werwą i fantazją.

Moja słoweńska Niagara

W sumie po czterech godzinach spływ dobiega końca. Trasa byłaby do przepłynięcia szybciej, gdyby nie niski stan rzeki, ale i tak jesteśmy zachwyceni. A na koniec jeszcze trochę adrenaliny – słyszymy już z daleka szum wodospadu. Franči każe odchylić się do tyłu i trzymać mocno za linki przymocowane do pontonu. Szum coraz głośniejszy, krawędź zbliża się nieuchronnie. Do końca nie wiemy, jak wysoki będzie wodospad, przypominają się sceny z filmów przygodowych. Parę sekund, trochę krzyku, grawitacja robi swoje i jesteśmy na dole. Nie było wcale wysoko, ani zbyt stromo, ale widać to dopiero z dołu. Z perspektywy zbliżającego się do krawędzi pontonu każdy wodospad jest Niagarą.

rafting slowenia3

Szkoda jest wyjść na brzeg w Krnicy i ostatni raz odłożyć wiosło. Trochę pociesza nas fakt, że możemy już ściągnąć mokre gumowe wdzianka. Ale chętnie włożylibyśmy je ponownie, by przeżyć kolejną taką przygodę. Na szczęście na Słowenii jest jeszcze wiele górskich rzek do pokonania.

 

Prevozne storitve, Franček Strmčnik, s.p.
Adres: Krnica 69, 3334 Luče, Slovenia
Telefon: +386 41 793 659