poniedziałek, 06 maj 2019 16:34

Narty w krótkich rękawach

Napisane przez Marcin Lewicki

To się nie może udać – pomyśleliśmy wysiadając 11 marca na lotnisku w Maladze. Przywitał nas zapach wiosny, + 25 st. C i bezchmurne niebo, do których zupełnie nie pasowaliśmy z naszymi nartami i deskami.

Wprawdzie do Sierra Nevada mieliśmy jeszcze dwie godziny jazdy, ale jakoś trudno nam było się przekonać. To się nie uda – obawa granicząca z pewnością towarzyszyła nam także w Grenadzie, zaledwie 45 km od Sierra Nevada. Nic z tego nie będzie – myśleliśmy 15, 10 i 5 km od Pradollano, w którym miały się zaczynać nasze narciarskie harce, tymczasem termometr w autokarze pokazywał „zaledwie” + 20 st. C, a śniegu nie było ani grama. Dopiero przy wjeździe na parking przed hotelem można było usłyszeć zbiorowe „ufff”, kiedy przed sobą zobaczyliśmy zaśnieżone góry i pracujące pełną parą wyciągi. A jednak się udało!

stacja 03

Uwaga na słońce

Wiosenny wyjazd narciarski do Hiszpanii to pogodowa ruletka (sezon trwa tu aż do połowy maja). W pierwszej połowie marca było wiosennie a nawet letnio, a na początku kwietnia – śnieżnie i zimowo. To nic dziwnego, w końcu i w niższych górach pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, a ośrodek narciarski Sierra Nevada leży na wysokości od 2200 do 3300 m n.p.m. Sami Hiszpanie opisują to miejsce przy pomocy kilku „naj-”: najbardziej wysunięty na południe Europy ośrodek narciarski, drugi najwyżej położony, z największą liczbą dni słonecznych (80%). O to, by śniegu nie zabrakło nawet przy wysokiej temperaturze, dba obsługa 350 armatek, które zaśnieżają 131 oznakowanych tras o różnym stopniu trudności.

stacja 07

Do dyspozycji narciarzy są dwie gondole i kilkanaście „krzesełek”, do których niewielkie kolejki ustawiają się w weekendy. W tygodniu kolejek brak. Trasy są świetnie przygotowane i utrzymywane. Dla snowboardzistów: największa half-pipe w Hiszpanii. Dla dzieci – osobne sektory do nauki, oddzielone od reszty stoków dla zapewnienia bezpieczeństwa, wyposażone w specjalne wyciągi, tzw. baby lift.

balwanek

A piękna pogoda to z jednej strony okazja do pojeżdżenia z krótkim rękawem, z drugiej – zagrożenie poparzeniem słonecznym. Krem przeciwsłoneczny z filtrem 50 nieodzowny! Nad bezpieczeństwem użytkowników stoków czuwają patrole ratowników na skuterach, a przy górnej stacji gondoli jest dyżurka medyków. W cenie każdego karnetu uwzględniono ubezpieczenie, które pokrywa koszt akcji ratowniczej na stoku.

Buenos días, señor Sjarra!

Bramą do wyciągów i stoków jest miasteczko Pradollano. Malowniczo przyklejone do górskiego zbocza oferuje wszystko, czego potrzeba by dzień spędzić na stoku, a wieczór - w jednej z knajpek lub klubów. Warto zafundować sobie przejażdżkę jedyną linią autobusową lub wjechać „miejskim” wyciągiem krzesełkowym na górę i spacerem pokonać kręte uliczki, podziwiając widoki. Miłą niespodzianką będzie wizyta w miejscowym punkcie informacji turystycznej, w którym pracuje pani, mówiąca także po polsku.

pradollano 06

A propos języków – zadziwiająco słaba, jak na kurort, jest tu znajomość angielskiego. O ile w knajpie czy sklepie nie stanowi to wielkiego problemu, to w centrum medycznym (z którego zmuszeni byliśmy skorzystać) – już tak. Diagnoza, a następnie proponowane leczenie zostało nam przedstawione na ekranie smartfonu przy wykorzystaniu tłumacza google. Brzmiało mniej więcej tak: „ja wasz syn zastrzyk, krem, móc?” Przy drobnej dolegliwości metoda działa, wolimy nie wiedzieć, jak wygląda komunikacja przy bardziej skomplikowanych wypadkach.

Przy okazji ważna rada – jadąc do Pradollano koniecznie należy wziąć kartę EKUZ (kto może) – miejscowa przychodnia honoruje ją bez problemu. W przeciwnym wypadku świadczenia trzeba opłacić (tylko gotówka!) i po powrocie ubiegać się o zwrot z polisy ubezpieczeniowej. Koszt drobnej porady i podania leków – 83 euro. Pomijając problemy natury lingwistycznej, wszyscy Hiszpanie, nie tylko pracujący przy obsłudze turystów i narciarzy, są uśmiechnięci, otwarci i skorzy do pomocy. Jeśli nie potrafią się dogadać, szukają sposobu (wspomniany tłumacz google) albo kogoś, kto zna angielski.

Ta gościnność przybiera czasem nieoczekiwany efekt. Podczas kilkunastominutowej jazdy gondolą starszy pan najpierw zapytał skąd jestem (to jeszcze zrozumiałem), a następnie z zapałem opowiadał mi, żywo gestykulując, o okolicy. Prawdopodobnie, gdyż robił to po hiszpańsku. W każdym razie doceniłem gest, dziękując mu za miłą „pogawędkę” i pozostawiając w nieświadomości, że jedyne zdanie, które znam w mowie Cervantesa to: „buenos días, señor Sjarra!”

stacja 10

Po nartach albo zamiast nart

Oferta apres ski nie odbiega od standardu: bary, kluby, dyskoteki. Miłym - i bezpłatnym - dodatkiem jest możliwość podziwiania zachodu słońca z jednego z punktów widokowych w miasteczku. Jeśli ktoś ma fantazję (i wolne 750 euro) może to samo zrobić ze szczytu Veleta, dokąd chętnych wwozi ratrak. Cena obejmuje całą grupę, więc koszt na osobę jest tym niższy im więcej chętnych. Kontemplację przepięknego widoku ułatwiają szampan i przekąski. Znacznie taniej, bo za 5 euro (w jedną stronę) można pojechać komunikacją publiczną do Grenady, znanej między innymi z ogromnego zespołu pałacowego Alhambra. Chcąc zwiedzić wnętrza Alhambry, trzeba rezerwować bilety z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, ale nawet spacer po części kompleksu dostępnej bezpłatnie robi duże wrażenie.

alhambra 03

Na miejsce można dojechać autobusem komunikacji miejskiej (bilet jednorazowy u kierowcy 1,40 euro). W centrum miasta koniecznie należy odwiedzić katedrę (wstęp 5 euro), przespacerować się po starówce, usiąść w jednej z knajpek. Oczywiście do obejrzenia jest znacznie więcej atrakcji, ale czas pobytu ogranicza odjazd ostatniego autobusu do Pradollano (ok. 17:00).

alhamba 02

W samym Pradollano jest jeszcze miejsce, które ucieszy szczególnie dzieci: Mirlo Blanco, śnieżny park rozrywki. Za kilka euro można pozjeżdżać na oponach, nartosankach lub kolejką grawitacyjną. To idealna propozycja na wypadek chwilowego buntu maluchów przeciwko nartom.

Więcej w tej kategorii: « Serfaus Fiss Ladis - bajka na śniegu