środa, 17 październik 2018 16:19

Mule, Kirk Douglas i ja

Napisane przez AG
Mule, Kirk Douglas i ja AG

Knajpka z zewnątrz wygląda, jak wyglądała za czasów Jugosławii. Ot, betonowe pudełko z tarasami, ściany noszą ślady długoletniej przeszłości. Za to wewnątrz – delicje! Jeden z najlepszych obiadów, jakie jadłem w Chorwacji. Restauracja Fjord nad Limskim Zalewem na Istrii.

Na ścianie jednego korytarzy restauracji Fjord nad Limskim Zalewem wisi informacja o filmach kręconych właśnie w tych okolicach.

Limski Zalew nazywany jest często Limskim Kanałem lub Limskim Fiordem. Znajduje się na Istrii, mniej więcej 20 minut jazdy samochodem na północ od Rovinja. Słowo „lim” pochodzi od łacińskiego „limes” – granica. Kanał (zalew) był granicą dwóch prowincji rzymskich – Dalmacji i Italii.

mule3

Nazwa „fiord” jest oczywiście trochę na wyrost – geologicznie nie ma nic wspólnego z północnymi fiordami. Wizualnie jednak – jak najbardziej. Jest długi na 10 kilometrów i głęboki na 30 metrów. W niektórych miejscach jest szeroki na 600 metrów a jego brzegi są wysokie nawet na 150 metrów. Nic dziwnego, że filmowcy tutaj właśnie kręcili sceny, które w filmie rozgrywają się w Skandynawii. Dawna Jugosławia chętnie przyjmowała do siebie filmowców ze Wschodu i Zachodu. Wystarczy przypomnieć serię filmów o Winnetou czy „westerny” kręcone przez wschodnich Niemców.

Nad Limskim Zalewem kręcono dwie wielkie produkcje – jedną udaną, kasową; drugą- niezbyt. Ta druga to film „Długie łodzie Wikingów z Richardem Widmarkiem i Sydneyem Poitier w rolach głównych. Pierwszy film, dużo głośniejszy to „Wikingowie” z Kirkiem Douglasem i Tony Curtisem. W obu filmach Limski Zalew zagrał fiordy norweskie. Może i stąd przyjęta powszechnie nazwa Limski Fiord?

mule6

          Kadr z filmu "Długie łodzie Wikingów"

mule5

Obecnie po zalewie pływają stateczki spacerowe i łodzie łowiące ryby i owoce morza.

Czy Kirk Douglas jadł tutaj cokolwiek? Jeśli, nie jego ekipa była niekompetentna – niegdzie indziej nie mógł zjeść tak doskonale przyrządzonych owoców morza. Po kuchni restauracji Fjord widać, że łączy wieloletnia tradycję z doświadczeniem.

Jak wspomniałem, sam budynek nie zachęca do odwiedzin. Nie jest to nowocześnie wystylizowana, udziwniona na siłę budowla. Ot, prosta architektura mieszcząca w środku prostą, ale niebanalna i wielce smakowitą kuchnię.
Podczas mojej wrześniowej wizyty na obiad podano mi wielką michę lokalnych małży, muli. Do tego schłodzone bałem wino z Istrii. Z tarasu rozpościerał się widok na wody zalewu. Brakowało tylko żagla na łodzi Wikingów. Ale nawet bez nich, warto tutaj wpaść dla muli!

mule4

mule1

 

Więcej w tej kategorii: « Valtice - pałac pełen wina