środa, 31 styczeń 2018 12:38

Miasta, których nie ma

Napisane przez Małgorzata Orlikowska
Miasta, których nie ma archiwum Urzędu Miejskiego w Bornem Sulinowie.

W Polsce istnieją miejsca, które znane są z tego, że zostały opuszczone. Warto je zobaczyć, by na własne oczy przekonać się, co zostało po niegdyś tętniących życiem miastach, poczuć ich niezwykły klimat, a przede wszystkim poznać barwną historię.

Powstawanie miast-widm, ośrodków opuszczonych przez ich mieszkańców, związane jest zazwyczaj z tragicznymi wydarzeniami: wojnami, katastrofami naturalnymi, niekiedy czynnikami demograficznymi. Okoliczności powstania dwóch najsłynniejszych polskich miast-widm –Kłomina i Pstrąża – związane są z wojną i stacjonowaniem w naszym kraju wojsk niemieckich, a potem radzieckich.

Poznając historię tych miejsc, nie sposób jednak nie oprzeć się wrażeniu, że do ich istnienia przyczyniły się również polskie władze, którym zabrakło determinacji, by te miejsca – już po opuszczeniu przez obce wojska – zasiedlić. Dlaczego tak się stało? Jak obecnie wyglądają polskie miasta-widma? Jaka jest ich przyszłość?

Osada, której nikt nie chciał

Oddalone o około 25 km od Bornego Sulinowa Kłomino, położone w powiecie szczecineckim, kojarzone jest jako jedna z baz Armii Czerwonej w latach 1945 – 1992. Jego początków należy jednak szukać wcześniej. W drugiej połowie lat 30. XX w. na terenach obydwu miejscowości Niemcy założyli swoje ośrodki militarne.

Borne Sulinowo – nazywane wówczas Gross Born – stało się miejscem stacjonowania wojsk niemieckich ćwiczących na pobliskim poligonie, Kłomino zaś (zwane wtedy Westwalenhoff) udostępniono oddziałom Służby Pracy, a po wybuchu II wojny światowej zorganizowano na jego terenie obóz jeniecki.

 klomino borne sulinowo1

Z początku więziono w nim tylko żołnierzy, wkrótce jednak znaleźli się tu także cywile. Już w listopadzie 1939 r. znajdowało się w nim ponad 8 tys. więźniów (z czego 2300 to osoby cywilne). W 1940 r. obóz jeniecki przemianowano na Oflag II D Gross-Born, w którym, poza Polakami, m. in. powstańcami warszawskimi (jednym z osadzonych był pisarz Leon Kruczkowski), przetrzymywano również Rosjan i Francuzów. W 1945 r. Niemcy ewakuowali jeńców z obozu, placówkę przejęła zaś Armia Radziecka, tworząc tam swój garnizon (Gródek). Podobna baza powstała też w Bornem Sulinowie.

 

Wojskowa baza okupantów

Jednostek takich jak te w Gródku czy Bornem Sulinowie było w Polsce kilkadziesiąt. Lokowane głównie na zachodzie kraju nie podlegały jurysdykcji polskiej, Rosjanie zaprowadzili w nich własne porządki. W tej znajdującej się na terenie Gródka nowi zarządcy wyburzyli około 50 budynków (cegły wykorzystano następnie do budowy Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie) i w latach 70. XX w. postawili m. in.: bloki mieszkalne, szpital, garaże, kino, sklepy, stołówki, budynek dowodzenia.

 

W Gródku mieszkało około 300 żołnierzy i oficerowie z rodzinami (w ostatnim roku pobytu Rosjan w garnizonie było ich, według różnych źródeł, od 2000 do 5000). Osiedle otoczone było potrójnym płotem i zasiekami z drutu kolczastego pod napięciem, strzeżone przez uzbrojonych żołnierzy, by do wewnątrz nie dostali się Polacy.

klomino borne sulinowo2

Życie w Gródku toczyło się do początków lat 90. Po upadku komunizmu, w 1992 r. Rosjanie puścili garnizon, miejsce weszło wreszcie pod polską jurysdykcję (nadano mu status osady), pojawiła się więc szansa, by wzorem innych tego typu placówek zapełnić je Polakami. Wbrew nadziejom lokalnych władz nie było chętnych do zasiedlenia dawnej bazy radzieckiej.

Brak pomysłu na przyszłość

Nie pomogła też atrakcyjna propozycja sprzedaży ziem inwestorom za 2 mln zł, plany budowy na terenie osady zakładu karnego o charakterze półotwartym również spełzły na niczym. Osada została bez mieszkańców. Na samotność jednak nigdy nie mogła narzekać.

Chętnie odwiedzali ją turyści ciekawi jej wyjątkowego klimatu. W końcu nieczęsto nadarza się okazja, by zobaczyć mieszkania czy ulice, niegdyś tętniące życiem, dziś straszące pustką; by wsłuchać się w panującą tam specyficzną ciszę – uspokajającą i przerażającą jednocześnie.

klomino borne sulinowo4

W Kłominie nie brakowało też miłośników historii i militariów. Ci z kolei poszukiwali tu śladów barwnej przeszłości. Chodzą słuchy, że w okolicach Armia Radziecka składowała broń atomową, była więc sposobność, by zweryfikować pogłoski. W pobliskim lesie, w miejscowości Brzeźnica Kolonia, Ludowe Wojsko Polskie miało wybudować składy głowic atomowych i obiekty podziemne, które następnie przekazano zaprzyjaźnionej armii. O tym, że miały one służyć składowaniu broni atomowej świadczyły zachowane podziemne magazyny głowic jądrowych czy silos Granit.

Turystyka na ratunek ruinom

Opuszczona osada nie uszła również uwadze wandali, bezdomnych i poszukiwaczy skarbów. Pozbawione opieki budynki i ulice przez lata były dewastowane oraz ograbiane ze wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość. Efekt? W ostatnich latach Kłomino straszyło blokami pozbawionymi okien, przewodów elektrycznych, podłóg, dachów, czy balustrad. Do wielu nie dało się nawet wejść z powodu braku schodów, wyburzonych fragmentów ścian. Na porośniętych trawami i drzewami ulicach brakuje studzienek kanalizacyjnych, czasem chodników. Spacerując opustoszałymi alejkami nie sposób nie zadać sobie pytania - jaka przyszłość może czekać to miejsce?

klomino borne sulinowo5

W pierwszej dekadzie XXI w. lokalne władze zarządziły rozbiórkę osady. W ostatnich latach z powierzchni ziemi zniknęło w związku z tym kilkanaście budynków. Obecnie zostało ich kilka. W Kłominie ma siedzibę gospodarstwo agroturystyczne często odwiedzanie przez miłośników survivalu i pasjonatów tajemniczej historii tych terenów, osiedliły się też dwie rodziny leśników – w sumie dwanaście osób. Jest więc nadzieja, że po ponad dwudziestu latach coś się tu zmieni.

Opuszczony poligon

Podobny scenariusz życie napisało drugiemu z miejsc – Pstrążu, choć w jego przypadku przyszłość nie rysuje się już tak optymistycznie jak w Kłominie.
Pierwsze wzmianki o tej wsi, położonej nad rzeką Bóbr, 20 km od Bolesławca, pochodzą z początków XIV w. Wtedy była to niewielka osada, której mieszkańcy zajmowali się wypasem krów, owiec i wytapianiem żelaza. W początkach XX stulecia w Pstrążu (przemianowanym na Pstransse), rozpoczęto budowę mostów – kolejowego i drogowego oraz koszar, tworząc jeden z największych poligonów w Niemczech.

W czasie II wojny światowej przed walkami w Afryce Północnej szkoliły się tu ponoć oddziały gen. Erwina Rommla. Miejsce wybrano nieprzypadkowo – poligon sąsiadował z Pustynią Stachowską, powstałą na skutek działań stacjonujących tu wojsk. Teren zapewniał warunki zbliżone do tych, w których mieli walczyć żołnierze Rommla, więc idealnie nadawał się na miejsce przygotowań do walki.

W 1945 r. Armia Radziecka przegoniła Niemców z Pstransse, jednak nie od razu przejęła kontrolę nad jednostką. Przez trzy lata, w latach 1948 – 1951 stacjonowały tu oddziały 14. Brygady Artylerii Ciężkiej Wojska Polskiego. Potem pojawili się Rosjanie. Ci, tak jak w przypadku Kłomina, zaprowadzili w Strachowie (jak nazwali Pstrąże) swoje porządki, wyłączając osadę spod polskiego prawa.

Wojskowe miasteczko

Na terenie koszar – zajmującym, bagatela, 20 tys. ha – wybudowali kilkanaście bloków mieszkalnych (w których żyło kilkanaście tysięcy osób: żołnierzy z rodzinami), obiekty użyteczności publicznej: przedszkola, szkoły, sklepy, magazyny, nawet teatr. W sąsiedztwie obiektu postawili schrony dla wyrzutni rakiet jądrowych. Aby odgrodzić jednostkę od wścibskich spojrzeń Polaków, zdetonowali most drogowy na Bobrze.

W 1992 r. Rosjanie opuścili bazę. Miejsce wróciło pod polski zarząd, pojawiła się szansa na zasiedlenie go Polakami. Niestety, tak jak w przypadku Kłomina, i tu zabrakło chętnych, by żyć w miejscu okrytym złą sławą. Nie powiodły się też plany lokalnych władz, by zagospodarować je jako składowisko odpadów. W rezultacie Pstrąże od ponad dwudziestu lat stoi puste i niszczejąc czeka na lepsze czasy.

Tajemnicze ruiny

Podobnie jak Kłomino, również wzbudza zainteresowanie turystów. Nic dziwnego – atrakcji do zwiedzania jest dużo więcej, a i obiekty są w trochę lepszym stanie. Amatorzy opuszczonych miejsc chętnie przechadzają się osiedlowymi uliczkami. Spacer wśród prostych kilkupiętrowych blokowisk przywołuje skojarzenia z ukraińską Prypecią. Co bardziej spostrzegawczy znajdą jeszcze pamiątki i ślady po dawnych mieszkańcach osady – przedmioty codziennego użytku lub płaskorzeźbę przedstawiającą radzieckiego żołnierza. albo niespodzianki w postaci ukrytych wśród traw podziemnych korytarzy, piwniczek.


Obecnie dawna osada należy do wojska i jest przez nie wykorzystywana do ćwiczeń, więc kilka razy do roku odbywają się tu manewry lub akcje ratownicze, podejmowane również przez strażaków Wydaje się więc, że miejsce to jest skazane na zniszczenie i dewastację. Kto wie, czy w ciągu kilku następnych lat osada nie zniknie z na dobre z mapy Polski.


Choć przyszłość obydwu ośrodków rysuje się nieco inaczej, wydaje się, że to już ostatnie chwile, by zobaczyć, jak wyglądają polskie miasta-widma. Kłomino dzięki inwestycjom, osiedlaniu się mieszkańców, ma szansę rozpocząć nowe życie; Pstrążu popadającemu w coraz większą ruinę grozi natomiast zniknięcie z powierzchni ziemi. Warto więc wykorzystać okazję i odwiedzić te miejsca, póki jeszcze cieszą się statusem opuszczonych.