Wasze Podróże
Centrum Zadaru w Chorwacji Centrum Zadaru w Chorwacji AG

Kamienne perły Dalmacji

Próżno w Europie szukać piękniejszego wybrzeża. Dalmacja zwana często sercem Chorwacji tak naprawdę jest jej przecudnej urody licem. Jakby mało było urody tutejszych miasteczek, wiosek, portów, kościołów – okala ja koral wysepek.
Jak w przypadku każdej pięknej kobiety, tak i w przypadku Dalmacji jej urok podkreślają perły – czyli miasta. Spróbujmy je obejrzeć, by tym, którzy jeszcze nie byli, krzyknąć – tutaj być trzeba koniecznie.

Nieco mniej znany od Dubrownika i Splitu, Zadar wart jest odwiedzin.

To jedno z tych miast, których starówka zawdzięcza swój kształt Rzymianom. Zadar był pierwszym na wybrzeżu dalmatyńskim miastem założonym właśnie przez Rzymian. Nic dziwnego, miasto położne jest idealnie w połowie wybrzeża Dalmacji. Dzisiejsza starówka to dawne miasto o wymiarach 1200 x 600 metrów. Główną osią, od której poprowadzono prostopadłe uliczki, jest ulica Szeroka. To dzisiaj najważniejszy deptak Zadaru, niegdyś prowadzący m.in. od bramy miejskiej do Forum Romanum, świątyni i części handlowej. Wraz z przecinającymi ją uliczkami tworzy kwadraty dzielnicowe.
Rzymianie rządzili tutaj do VI wieku, potem na cztery wieki nie tylko w Zadarze, ale i w całej Dalmacji nastąpił czas marazmu. Dopiero gdy miasto trafiło w ręce Wenecjan, rozpoczął się ponowny jego rozkwit. Trwało to do końca XVIII wieku, od kiedy to – aż do I wojny światowej – Zadar był pod panowaniem Austriaków (z przerwą na kilkuletnie rządy Francuzów).
Wpływy weneckie i ślady świetności z ich czasów widać na każdym kroku. Dobrym miejscem do rozpoczęcia wędrówki po mieście jest doskonale zachowany z ich czasów plac targowy. Tutaj zresztą znajduje się biuro informacji turystycznej i tradycyjne miejsce spotkań z przewodnikami po mieście.
Budynki otaczające plac pochodzą z czasów weneckiego panowania, z XV wieku. Oczywiście miejscowe kościoły rozpoczęto budować w stylu romańskim, jednak potem zaczął dominować styl renesansowy. Nie bez kozery Zadar zwany jest „białym miastem”, prawie wszystkie budynku zbudowano z wapienia pochodzącego z wysp oraz z gór Velebit.
Warto wejść do małej, niczym nie wyróżniającej się z zewnątrz kawiarni Lovre. Nie odznacza się ona szczególnym menu, ale mieści wewnątrz... kościół. W zasadzie jest to tylko fragment dawnego wnętrza małego kościółka, zachowały się kolumny z wyrytym znakiem krzyża, To najstarsza świątynia chrześcijańska w mieście. Jeszcze ważniejszy kościół– pod wezwaniem św. Szymona - stoi kilka minut dalej w stronę wschodnią. Z zewnątrz nie jest ciekawy, ale w środku kryje prawdziwy skarb – srebrny, zdobiony pozłacanymi elementami i ważący ćwierć tony sarkofag patrona. Wykonany w XIV wieku w Mediolanie sarkofag otwierany jest w dniu św. Szymona.
Idziemy dalej mijając dawną kolumnę rzymską wytyczającą granicę miasta i docieramy na Plac Pięciu Studzien. Pochodzą one z czasów weneckich, pod nimi znajdują się wielkie cysterny na wodę. Nie ma podobnego miejsca w Chorwacji. Tuz obok znajduje się z kolei granica miasta z czasów weneckich – brama Porta Terraferma, zbudowana w 1543 roku przez weneckiego architekta Michele’a Sanmicheliego. W centrum bramy znajduje się oczywiście lew świętego Marka. To pozostałość murów miejskich, które miały sześć metrów grubości.
Wracamy deptakiem w stronę zachodnią. W Zadarze zostały tylko trzy pałace z istniejących kiedyś 14. Centrum miasta jednak to dane rzymskie Forum Romanum. Przy obecnym placu stoją: Katedra św. Anastazji, kościół św. Donata i klasztor Benedyktynek.
Kościół św. Donata ma kształt rotundy, zbudowany został w IX wieku, ma trzy wąskie absydy od strony wschodniej. Wnętrze ma wymiary 27 x 22 metry, wykorzystano tutaj dwie rzymskie kolumny, na znajdującą się na piętrze galerię prowadzą kręte schody. W kościele od dawna nie są odprawiane msze, ale wieczorami odbywają się koncerty u św. Donata.
Z dawnego Forum o wymiarach 145 x 40 metrów niewiele zostało. Fragmenty wykopanych sklepów, wielkich kamiennych skrzyń magazynowych. Dawniej zdobiące plac kolumny posłużyły do budowy wspomnianego wcześniej kościółka znajdującego się obecnie wewnątrz kawiarni Lovre.
Im bliżej do zachodu słońca, tym więcej ludzi przechodzi ze starówki na promenadę nadmorską. Od jedenastu lat grają tam bowiem jedyne na świecie organy morskie. Na długości siedemdziesięciu metrów ułożone poziomo rury grają dzięki falom morskim wpychającym w nie powietrze. Zachód słońca oglądany przy tej muzyce sprawia, że nie chce się wracać do hotelu, że zapomina się o nadchodzącej nocy. O zapadającym zmierzchu przypomina nam inny koncert – koncert świateł na końcu promenady. To instalacja świetlna „Pozdrowienie dla Słońca” wyobrażająca Układ Słoneczny – wielkie koło z płytek oznaczające słońce i planety w odpowiednich proporcjach. Idealne miejsce na zakończenie dnia.

Schody do nieba

Przed kilkunastu laty znajoma wioząca mnie do Szybenika nazwała to miasto „wielką klatką schodową”. Przypomniało mi się to gdy z promenady szedłem do hotelu. W starej części miasta niewiele jest miejsc, w których chodzi się po płaskim. To na ogół place, placyki i krótkie fragmenty uliczek. Zdecydowana większość tutejszych uliczek prowadzi z dołu do góry i z góry na dół. Wąskie uliczki to klasyki schodowe przecinające się z innymi klatkami schodowymi. Ciągi długich, prostych i krętych schodów. Domy stoją tu bez większych zmian od wieków, od wieków też mieszkają w nich rodziny. To nie jest miasto-muzeum, jak Dubrownik. W Szybeniku w zabytkowych domach mieszkają ludzie, w zabytkowych kamienicach mieszczą się normalne sklepy, w których mieszkańcy robią zakupy. Wszyscy zdają się znać nawzajem. Moją przewodniczkę Marię pozdrowiło w ciągu czterogodzinnego spaceru chyba kilkaset osób. I wszyscy uśmiechnięci, znajdujący czas nie tylko na samo pozdrowienie, ale na kilka chwil rozmowy. Tę serdeczność widać też w stosunku do zwierząt. Na jednej z uliczek dostrzegam kamienne poidło z wodą dla psów. Napis po łacinie głosi „Z miłości do psów”. Z miłości do ludzi w każdym wieku, zarówno miejscowych, jak i przyjezdnych, w całym mieście jest bezpłatny dostęp do internetu.

A wspomniany spacer to ciągły marsz w górę i w dół. Najwyżej w górę można dojść do jednej z czterech twierdz broniących niegdyś Szybenika. Szybenik nigdy nie został zdobyty przez wrogów. Trzy z twierdz, położone najbliżej miasta, już udostępniono turystom. Idziemy do tej położonej tuż nad Starówką – twierdzy św. Michała (zwaną też. Twierdzą św. Anny). Pierwsze umocnienia powstały w tym miejscu już w XI wieku. Stąd najlepiej widać leżące u naszych stóp miasto. Morze czerwonych dachówek, dominujący nad starówką gmach katedry, morze i kanał.

Jak wspomniałem, o miejsca płaskie w Szybeniku nie jest łatwo. Największym na pewno jest plac katedralny i sama katedra św. Jakuba. Budowa świątyni trwała 105 lat, początkowo w stylu późnego gotyku wg projektu Bonina z Mediolanu. Jego następca Juraj Dalmatinac dodał kopułę i renesansowe zdobienia wewnętrzne i zewnętrzne. Ostateczny kształt nadał budowli Nikola Firentinac. Katedra od roku 2000 znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Najbardziej znaną ozdobą zewnętrzną jest 71 jeden rzeźbionych kamiennych głów, tworzących swoisty wieniec okalający trzy absydy. Ich autorem był Dalmatinac, są one portretami ówczesnych mieszkańców Szybenika. Wewnątrz najwspanialszym zabytkiem jest – również autorstwa Dalmatinaca – znajdująca się pod południową absydą renesansową kamienna chrzcielnica. Wykonana z czerwonego kamienia z Rabu podtrzymywana jest przez trzy cherubiny. Nad właściwą chrzcielnicą, cała nisza jest zdobiona misternymi, koronkowymi wręcz rzeźbami przedstawiającymi anioły i postaci ze Starego Testamentu.
Ciekawostką jest fakt, że katedra jest największym na świecie kościołem zbudowanym wyłącznie z kamienia.

Tu wszędzie był pałac

Idąc promenadą nadmorską Splitu mamy świadomość, że idziemy wzdłuż dawnych murów Pałacu Dioklecjana. Tu była woda dochodząca do samych ścian budowli. Dopiero Francuzi pod wodzą Marmonta zasypali ten teren tworząc nabrzeże, które nosiło nazwę „Napoleońskie”. Gubernator Marmont (od 1809 marszałek napoleoński) w ciągu kilku lat swojego panowania podniósł poziom życia w Dalmacji i w Splicie. Pobudował pierwsze utwardzone drogi, założył muzeum archeologiczne, rozbudował centrum miasta, sieć kanalizacyjną i pocztę. Na jego cześć główny deptak Splitu nosi nazwę Ulica Marmonta, w mieście znajduje się także hotel Marmont.
Cała starówka Splitu zamknięta jest w murach dawnego pałacu cesarza rzymskiego Dioklecjana. Pałac miał kształt kwadratu o bokach około dwustu metrów. Po upadku Cesarstwa, późniejsi mieszkańcy Splitu przez lata zabudowali wnętrze kamienicami. Korytarze pałacu stały się ulicami, dziedzińce – placykami. Obecne podziemia zachowały kształt dawnych pomieszczeń na wyższych kondygnacjach. My zaś spacerując wśród resztek świątyń chodzimy współczesnymi podwórkami. Starówka Splitu to koktajl czasów rzymskich, wieków późniejszych i współczesności. Kilka metrów od kolumn rzymskich i łuków stoją kamienice, na balkonach wisi pranie, wszędzie widać anteny telewizyjne.
Dioklecjan był pierwszym władcą rzymskim, który podzielił się władzą, powołując współwładcę Maksymina, rządzącego zachodem. Zreformował administrację i wojsko, co zdaniem historyków zatrzymało na wiele lat upadek cesarstwa. Stworzył mniejsze prowincje, oddzielił władzę cywilną od wojskowej. Stworzył korpusy, które stacjonowały w imperium i w razie potrzeby przychodziły z odsieczą zagrożonej prowincji.
Czas jego panowania jest uważany za czas szczególnego prześladowania chrześcijan. Szacuje się, że życie straciło kilkuset chrześcijan, głównie kapłanów. Najbardziej znani święci z tego okresu to January, biskup Benewentu (patron Neapolu), Sebastian, Agnieszka z Rzymu i Łucja z Syrakuz.
1 maja 305 roku Dioklecjan abdykował, przykrywając purpurowym płaszczem Galeriusza. Zmarł jako prywatna osoba jedenaście lat później, w pałacu w dzisiejszym Splicie.
Pałac był budowany w latach 295–305. Miał kształt nieregularnego czworoboku o wymiarach 215 x 180 metrów. W środku przecinały go dwie prostopadłe ulice: Cardo i Decumanus, którymi można było dotrzeć do czterech bram: Złotej, Srebrnej, Żelaznej i Spiżowej. Część północną pałacu zajmowały kwatery wojskowe i pretorian oraz magazyny i warsztaty; w południowej mieściły się komnaty mieszkalne i część reprezentacyjna.
Żeby uciec od zgiełku i od turystów, trzeba pójść (kwadrans spaceru) na wzgórze Marjan. Zastaniemy tu ciszę oraz zapierający dech w piersiach widok na całe miasto i port. Stąd można dojrzeć zarys murów dawnego pałacu. A po powrocie znowu zapuścić się w chłodne uliczki, bo jeszcze na pewno opuściliśmy jakiś malowniczy zaułek, jakieś zapomniane podwórze, fragment starego muru, jeszcze czeka nieodkryta tawerna i... zaczyna brakować czasu na zobaczenie wszystkiego. Jednak jest sposób na powtórną wizytę w Splicie. Tuż za murami obronnymi okalającymi starówkę od północy, obok pozostałości klasztoru Benedyktynek, stoi kilkumetrowy pomnik Grzegorza z Nina (autorstwa najsłynniejszego rzeźbiarza chorwackiego Ivana Mestrovicia). Statua biskupa walczącego na przełomie IX i X wieku o liturgię w języku słowiańskim jest jednym z symboli miasta. Kto chce powrócić do Splitu, powinien dotknąć dużego palca u nogi Grzegorza z Nina. To naprawdę działa!

www.croatia.hr/pl-PL
www.zadar.hr
www.sibenik.hr
www.split.hr

tekst i zdjęcia: Adam Gąsior

/artykuł ukazał się w numerze 32 Magazynu Turystycznego Wasze Podróże/