Wasze Podróże
Lwów z jednego z dachów Lwów z jednego z dachów AG

Arcypolskie miast Lwów

O Lwowie w 1939 roku napisał najpiękniej Kornel Makuszyński: „Można wyrwać ciem z serca i jakąś zadrę z duszy - ale tego przeklętego miasta ani z serca, ani z duszy nie wyrwiesz."

Z kolei Jan Długosz, w swoim dziele „Roczniki czyli Kroniki", (tłum. Karol Mecherzyński) napisał tak: „Lwów, trzecia stolica polska, którą za Władysława trzeciego, króla polskiego, z Halicza do tego miasta przeniesiono. Znakomite jest dwoma zamkami, zamożne w towary, które morzem Czarnem spławiane tu lądem przywożą. Nie dostaje mu tylko rzeki spławnej, tak wielkiej dla miast dogodności."

Gdy nasz przewodnik Igor Igor Lylo (jeden z najlepszych lwowskich przewodników miejskich, autor licznych publikacji o Ukrainie i o Lwowie, dziennikarz radiowy i historyk sztuki), wskazuje poszczególne budowle lwowskie, przy opisie każdej z nich, wymienia polskich właścicieli, polskich architektów, polskich lokatorów.
Lwów to miasto na wskroś polskie. Przez kilkaset lat swojej historii służyło Rzeczpospolitej, broniło dostępu do niej, nie bez kozery zasłużyło na maksymę „Semper Fidelis".
O dawnej świetności Lwowa świadczą zachowane budowle. A zachowało się ich nad wyraz dużo. Żeby poznać ich piękno warto przespacerować się po ulicach i placach miasta, nie tylko tych w pobliżu Rynku. Wiele kamienic, zniszczonych, zaniedbanych nosi ślady piękna - zdobione fasady, bramy, balustrady balkonów.

Nasz przewodnik postanowił nam pokazać Lwów w inny sposób. Wjeżdżamy windą na ósme piętro jednego z hoteli a potem wychodzimy na dach. Podobnych dachów, udostępnionych turystom są na razie cztery, przygotowywane są dwa kolejne.
Pod nami - morze dachów, dominujące nad nimi kopuły i wieże kościołów. Niestety, przez lata władzy komunistów, domy pokrywano byle jak. Dachy są z różnych, najczęściej marnych materiałów, rzadko ocalały przypominające oryginalne miedziane. Ale i tak miasto wygląda imponująco. Widać zachowany układ starówki, przewodnik pokazuje nam bryły najważniejszych budowli z czasów dawnej Rzeczpospolitej: Operę, katedrę, kościół Dominikanów, Zamek Wysoki.
.
Wycieczka „Lwów bliżej do nieba" przeznaczona jest dla grup maksymalnie dwudziestoosobowych i kosztuje 100 hrywien za osobę. Trwa dwie godziny, uczestnicy zwiedzają cztery lwowskie dachy.
Do tej pory najbardziej popularnym miejscem, z którego turyści oglądali panoramę Lwowa, była wieża Ratusza, na którą prowadzi 400 schodków. Nie ma jednak opcji wjechania tam windą, natomiast w wycieczce po dachach brać mogą udział również osoby, które nie poruszają się na tyle sprawnie, by wchodzić po schodach. Na wszystkie dachy można bowiem wjechać windami.
Pierwszy dach udostępniony do zwiedzania znajduje się w Hotelu Leopolis. Z góry widać między innymi Wysoki Zamek, Kościół Ormiański, Kościół Dominikanów oraz Ratusz. Z dachu hotelu Rius z kolei roztacza się najlepszy we Lwowie na cerkiew św. Jury. Prawdziwym przeżyciem jest wejście na dach kamienicy, w której mieści się Old City Hotel. Droga na górę wiedzie przez przepiękne, jedyne w całym Lwowie trzykondygnacyjne mieszkanie należące do prywatnego właściciela. Apartament jest obecnie w remoncie, nieznana jest jeszcze przyszła funkcja lokalu. Z góry roztacza się przepiękny widok na gmach Opery, Katedrę Łacińską i wieżę Ratusza. Ostatni dach znajduje się na Banku Powszechnym.

Czas zejść na ziemię. Na Rynku i blisko niego widać odrestaurowane kamienice. Fasady lśnią nowością, wewnątrz urządzono lokale gastronomiczne, sklepy.
Klimatem lwowska starówka przypomina krakowską a może (sądząc z opisów) tę, z lat międzywojennych. Co krok knajpka, każda inna, każda w innym stylu. Są też lokale nawiązujące do swych poprzedników sprzed prawie stu lat. Jedną z nich jest „Atlas".
Restauracja przed II wojną światową znana była z tego, że była ulubionym miejscem spotkań miejscowej bohemy. Jej nazwa pochodziła od nazwiska żydowskiego dzierżawcy monopolowego wyszynku napojów alkoholowych, M.L. Atlassa. Podobno był on wynalazcą m.in: „wódki macicznej" (ulubionego trunku lwowskich przekupek) i „atlasówki" – trunku literatów. Po nim lokal przejął jego zięć, Edmund Tarlerski, znany jako Pan Edzio, również wybitny specjalista od nalewek, twórca dwunastu gatunków tego trunku, w tym słynnej nemówki.
Wewnątrz znajdowało się pięć sal: Biała, Zielona, Szara, Beczkowa, Artystyczna. W beczkowej siadano okrakiem na beczkach. W Beczkowej brylowali goście „beczkowi" (zwolennicy win), w Białej – miłośnicy białej wódki i białej kiełbasyt, w Artystycznej – artyści, często zostawiający swoje rysunki i napisy. Swoje napisy zostawili m.in. Jan Kasprowicz, Tadeusz Boy Żeleński i Leon Chwistek, karykatury zaś - Ołekś Nowakiwski, Kazimierz Sichulski, Antoni Procajłowicz, Kazimierz Grus, Artur Szyk.
Stosunek do babci klozetowej jest płatny i ma być przyzwoity, bez propozycji - tak głosił punkt 14, Regulaminu restauracji Atlas we Lwowie.
Wspomniany wyżej Edmund Tarlerski, w towarzystwie znany jako pan Edzio zasłynął jeszcze z czegoś innego. Za jego czasów, w „Atlasie" powstała pierwsza we Lwowie płatna toaleta. Szybko tez powstało powiedzenie znane w mieście jeszcze do dzisiaj – „pójść do Edzia" znaczyło pójść do toalety.
Restauracja niedawno wróciła na swoje miejsce. Na ścianach pojawiły się reprodukcje karykatur przedwojennych bywalców, nad wejściem do toalety widnieje napis „Pan Edzio", przy wejściu zaś siedzi figura babci klozetowej.

Nie sposób opisać wszystkie ważne i pięknie odnowione kamienice na rynku. Jest ich tutaj 44, warto jednak wspomnieć o jednej z nich – Kamienicy Królewskiej pod adresem Rynek 6. Zbudowano ją roku 1580 dla greckiego kupca. Potem była własnością rodziny Sobieskich. Król Jan III Sobieski przebudował kamienicę na rezydencję. Wewnątrz znajdują się świetnie zachowane komnaty oraz sala służąca do audiencji.
Wychodzimy z Rynku, choć lokale kuszą. Na szczęście na tutejszej starówce wszędzie blisko. Najpierw między kamienicami o numerach 10 i 12, wchodzimy do tzw. kolonii ormiańskiej. To Katedra Ormiańska pw. Wniebowzięcia NMP przy ulicy Wirmeńskiej, która była najważniejszym miejscem dla osiadłych w Polsce Ormian. Od ulicy Ormiańskiej zdobią ją arkadowe krużganki z XV wieku, tuż przy nich znajduje się XVII-wieczna drewniana kaplica zwana Golgotą. Obok – dzwonnica. Idziemy obejrzeć miejscową operę. Jej gmach porównywany był z tymi z Paryża i Wiednia. Fasadę zdobią rzeźby Geniusza oraz Dramatu i Muzyki. Wewnątrz zachowała się m.in. oryginalna kurtyna Henryka Siemiradzkiego, na której wymalowany alegorycznie jest sens życia ludzkiego w postaci Parnasu.

Wreszcie idziemy do najważniejszej świątyni katolików. Na placu, jakżeby inaczej, Katedralnym stoi budynek Katedry pw. Wniebowzięcia NMP. Tutaj w roku 1656 król Jan Kazimierz złożył podczas mszy odprawianej przez nuncjusza Pietro Vidoniego przed obrazem Matki Bożej Łaskawej śluby lwowskie obierając Matkę Bożą za patronkę i Królową Polski i zapowiadając walkę z najazdem szwedzkim aż do zwycięstwa. Król ślubował też rozszerzenie praw obywatelskich szlachty i polepszenie bytu chłopów i mieszczan. Autorem tekstu ślubów lwowskich był św. Andrzej Bobola. W roku 1677 chrzest w katedrze otrzymał inny król Polski Stanisław Leszczyński. Wśród kaplic znajdujących się wewnątrz warto wymienić: kaplicę arcybiskupa Bilczewskiego, kaplicę Matki Boskiej Częstochowskiej z marmurowym grobowcem komendanta Lwowa generała Pawła Grodzickiego, kaplicę Zamoyskich i najpiękniejszą, renesansową kaplicę Kampianów. Witraże katedralne wykonali wielcy polscy artyści, m.in. Józef Mehoffer, Jan Matejko. Na jednej ze ścian wisi tablica poświęcona twórcom polskiego harcerstwa, Oldze i Andrzejowi Małkowskim, którzy w roku 1911 we Lwowie założyli pierwszą na ziemiach polskich drużynę harcerską. Na zewnątrz dwie tablice poświęcone wielkim Polakom: Tadeuszowi Kościuszce w 100-lecie jego śmierci, papieżowi Janowi Pawłowi II, który odwiedził Lwów w 2001 roku. Na ścianie absydy katedry wiszą na łańcuchach dwie kule kamienne z czasów oblężenia Lwowa w roku 1672. Niżej, kawałek muru bez tynku na pamiątkę pocisku ukraińskiego z walk w 1919 roku.

Tuż obok katedry (na terenie, na którym przed laty był cmentarz) stoi kaplica Boimów pw. Trójcy Świętej i Męki Pańskiej. Zarówno fasada jak i wnętrza zdobią ornamenty i rzeźby kamienne z XVI wieku. Zaś obok kaplicy Boimów, przy ogródku kawiarni Cafe Nr 1, stoi znak "drogowy" z wizerunkiem całującej się pary i napisem "Kiss place". Postawiony został dwa lata temu i przyciąga nie tylko mieszkańców Lwowa, ale i stał się kolejna atrakcją dla turystów. Pod znakiem całują się młode pary tuż przed ślubem, zakochani przy byle okazji, turyści... Obok "Kryjówki" - słynnej knajpki stylizowanej na podziemny bunkier UPA, "miejsce do całowania" jest najpopularniejszym miejscem, o które pytają młodzi turyści odwiedzający Lwów.

We Lwowie, co pewien czas pojawiają się nowe atrakcje. Jedna z nich jest "Tajna apteka" znajdująca się pod apteką „Pod Węgierską Koroną", znajdującą się na pl. Sobornym (d. Bernardyńskim).
Grupę wita mówiąca po polsku, przebrana w strój dawnej farmaceutki przewodniczka. Sama apteka szczyci się oryginalnym wnętrzem sprzed stu lat. W neorokokowych szafkach z ozdobnymi okuciami i szybami z trawionego szkła stoją buteleczki i flakoniki z przeróżnymi medykamentami. Największa atrakcja znajduje się jednak w podziemiach. To wspomniana „tajna apteka". Goście oglądają tutaj film o historii aptekarstwa oraz samej apteki, która została założona w 1772 roku. Film na razie jest w języku polskim. Uczestniczą również w pokazie „sztuczek magicznych" aptekarki, w krótkim pokazie przygotowywania leków. Mogą też kupić m.in. eliksir szczęścia, tabletki od nieszczęśliwej miłości i inne wyroby.
Grupy mogą liczyć od 2 do 25 osób. Bilety wstępu dla dorosłych kosztują 35 hrywien, dla studentów - 15 hrywien, dla dzieci - 10 hrywien.

Wreszcie wizyta w miejscu, którego nie może nie odwiedzić żaden Polak wizytujący Lwów. Jedna z najważniejszych nekropolii polskich – cmentarz Łyczakowski.
Leżą tutaj wielcy Polacy, wielcy Lwowianie.
Jakby tu pompatycznie nie zabrzmiało, leży tu panteon polskiej nauki i sztuki. Leżą świeni historycy (m.in. Szajnocha), krytycy i językoznawcy, lekarze, ekonomiści, profesorowie uniwersyteccy, duchowni, lekarze i nauczyciele. Leża wreszcie tutaj literaci, m.in.: Walery Łoziński, Maria Konopnicka, Władysław Bełza, Gabriela Zapolska, Maryla Wolska.
Są tu groby skromne i wielkie grobowce rodzinne. Na skrzyżowaniu alejek stoi wysmukły grobowiec Ordona (tego od mickiewiczowskiej „Reduty Ordona"). Niestety wiele grobów jest uszkodzonych – przez czas, warunki atmosferyczne, ludzi. W wielu też miejscach, tuz przed polskimi grobami, Ukraińcy stawiają grobowce, płyty współcześnie chowanych. Większość z nich to architektoniczne koszmarki, postawione tylko, by zasłonić przed oczami idących po alejkach, groby i napisy polskie.
Na cmentarzu Łyczakowskim spoczywa kilka pokoleń walczących o Polskę. Są tu kwatery żołnierzy Kościuszki i wierni do końca żołnierze służący pod Napoleonem. Leżą uczestnicy Powstania Listopadowego i Powstania Styczniowego. Oddzielną wreszcie część zajmują obrońcy Lwowa z lat 1918-1919.
Cmentarz Orląt Lwowskich położony jest na stoku od strony Pohulanki. Znajdują się na nim mogiły uczestników obrony Lwowa i Małopolski Wschodniej, poległych w latach 1918–1920 lub tych, którzy w walkach uczestniczyli, ale zmarli w latach późniejszych. Nazywany jest Cmentarzem Orląt, gdyż spośród pochowanych tam prawie 3 000 żołnierzy, większość to Orlęta Lwowskie, czyli młodzież szkół średnich i wyższych. Sowieci przez lata próbowali go zniszczyć, 25 sierpnia 1971 roku przy pomocy czołgów zniszczono kolumnadę, próbowano też zniszczyć wielkie pylony Łuku Chwały, ostrzelano napisy na pylonach, zrównano z ziemią półkoliście ułożone na tarasach groby. Kamienne lwy, które stały niegdyś przed łukiem triumfalnym, przewieziono na rogatki miasta.
Dopiero 20 maja 1989 r. pozwolono Polakom podjąć oficjalnie prace porządkowe na cmentarzu. Rada miejska zgodziła się m.in. na ustawienie figur na pomnikach: francuskich piechurów i amerykańskich lotników, nie zgodziła się jednak, na przykład, na powrót Szczerbca na płytę Mogiły Pięciu z Persenkówki. Cmentarz zaprojektowany przez Adolfa Indrucha już nigdy nie będzie wyglądał jak przed II wojną światową, ale i tak jest bardzo ważnym miejscem dla Polaków. Zachowała się i została odrestaurowana kaplica, podobnie jak katakumby. Wokół odnowione groby żołnierskie przyozdobione skromnymi kamiennymi krzyżami. Wśród nich dowódcy obrony Lwowa, kobiety i dziewczyny, najmłodsi obrońcy. Co chwilę na grobie wiek poległego – 19 lat, 18, 16, 15 14... Najmłodszy obrońca miał 9 lat, jedne z najsłynniejszych (poległ na cmentarzy Łyczakowskim), Jurek Bitschan – 14. Jest tu też mogiłą Nieznanego Żołnierza, którego prochy (wylosowane spośród trzech) przewieziono w roku 1925 do Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

To o najmłodszych napisał piękny wiersz Artur Oppman
O mamo, otrzyj oczy,
Z uśmiechem do mnie mów -
Ta krew, co z piersi broczy,
Ta krew - to za nasz Lwów!...
...Z prawdziwym karabinem
U pierwszych stałem czat...
O, nie płacz nad swym synem,
Że za Ojczyznę padł!...

O Lwowie zresztą pisali najwięksi nasi poeci (m.in. Zbigniew Herbert, Marian Hemar), wszyscy z miłością, wielu z tęsknotą. Bo Lwów „Semper Fidelis", jak mało które polskie miasto zasługuje na miłość, pamięć tęsknotę. Bo ono Polskę pokochało, broniło, zawsze o niej pamiętało. Arcypolskie miasto zasługuje na arcymiłość...

/artykuł ukazał się w nr 29 Magazynu Turystycznego Wasze Podróże/