Wasze Podróże
Widok z murów Tossa de Mar Widok z murów Tossa de Mar AG

Parę godzin w Tossa de Mar

Niewiele czasu potrzeba, żeby zobaczyć wszystko, co godne zobaczenia w hiszpańskiej Tossa de Mar. Ale podobnego miasteczka nie spotkacie, na katalońskim wybrzeżu to jedyna zachowana średniowieczna, ufortyfikowana miejscowość.
W Tossie najpierw proponuję spacer uliczkami doprowadzającymi do promenady nadmorskiej lub prostopadłymi do nich. Nazwy uliczek możemy odczytać z niebanalnych tabliczek - wszystkie to porcelanowe mini-dzieła: nazwa ulicy lub placyku plus ilustracja nazwy uliczki. Jak przystało na nadmorski kurort, mnóstwo tutaj sklepików, tawern, knajpek. Nad tą częścią miasteczka górują mury najstarszej części miasta -Vila Velli. Do jej wnętrza prowadzą dwie drogi, lepiej wybrać tę prowadzącą bezpośrednio z plaży. Tuż po wejściu na górę wita nas statua kobiety. To pomnik amerykańskiej aktorki z połowy ubiegłego wieku Avy Gardner. Film Pandora i latający Holender z roku 1951, w którym grała razem z Jamesem Masonem odniósł duży sukces, a że zdjęcia odbywały się właśnie w Tossa de Mar, produkcja rozsławiła miejscowość i sprawiła, że zaczęli tu licznie przyjeżdżać turyści ze Stanów Zjednoczonych. Pomnik jest wyrazem wdzięczności mieszkańców miasta i jednocześnie jednym z kilku ulubionych przez turystów miejsc do sesji fotograficznych. Kilkadziesiąt metrów dalej o krawędź muru oparte są dwie armaty - to kolejny punkt robienia pamiątkowych zdjęć: w tle - baszta obronna na pierwszym planie i wody zatoki oraz piaszczysta plaża. Spacer po murach twierdzy dostarcza jeszcze kilku miłych estetyce wrażeń. W zasadzie co chwilę chwytamy aparat, by uwiecznić to, czym oczy się zachwycają. W dole dachy niskich domów mieszkalnych, zaułki porośnięte bujną zielenią. A po kilkudziesięciu krokach – kolejna zatoczka: mała, osłonięta skałami, tuż pod stromymi skałami, na których wzniesiono fortyfikacje. Nad murami dominują trzy okrągłe baszty: Torre de es Codolar (nad malutką plażą o tej nazwie), Torre d’en Joanas (wspomniana już, najchętniej fotografowana, od strony zatoki) i Torre de las Horas (od strony miasta). Z obrębu umocnień wychodzimy wąską bramą. Tuż przed nią - skromny, kamienny krzyż stojący niby zapomniany strażnik. A kilka metrów po drugiej stronie ulicy stoją „strażnicy” gastronomiczni - pracownicy knajpek zapraszają do swoich lokali, zachwalają menu. Jeszcze tylko obejrzyjmy ślady imperium rzymskiego, w czasach którego istniało tutaj miasto Villa Romana dels Amatllers. Między pozostałościami ścian widoczne są zachowane fragmenty mozaik, całość terenu wykopaliska położona jest na wzgórzu, twarzą ku morzu. Czas na wypoczynek. Tutejsza plaża ma kształt półksiężyca, osłonięta jest od wiatru, rzadko pojawiają się tu większe fale. Blisko z morza wystaje potężna skała zasłaniająca fragment horyzontu. Kilkadziesiąt kroków od nas rząd tawern z rozłożonymi parasolami i markizami, kuszących zapachami dań i kolorami zimnych napojów. Po kilku godzinach wylegiwania się na piaszczystej plaży przerywanych jedynie krótkimi wypadami do pobliskich knajpek, możemy wybrać się na rejs powrotny do Blanes, skąd przypłynęliśmy. Tossa de Mar szybko robi się coraz mniejsza, coraz bardziej wzrok przyciągają inne widoki. Krajobraz co chwilę się zmienia: skały, wysokie porośnięte zielenią skarpy, małe zatoczki, zawieszone nad przepastnymi brzegami wille, od czasu do czasu wielkie hotele. Po niecałej godzinie nasz statek znowu wbija się w piasek plaży. Jesteśmy w Blanes, stąd blisko już do Santa Susanny. Adam Gąsior
Więcej w tej kategorii: « Secesyjna Ryga Wilno – nasze miasto »